1-800-jeśli-widziałeś-zadzwoń: tom 1
fragment
za zgodą wydawnictwa Amber
przekład: Aleksandra Januszewska
1
Mam to opisać. Dokładnie. To się nazywa oświadczenie.
Właśnie. Oświadczenie. Mam opisać, jak do tego doszło. Od początku do końca.
W telewizji zwykle wygląda to tak, że składający oświadczenie siedzi sobie wygodnie i mówi, a ktoś inny to zapisuje. Potem dają do przeczytania i już, wystarczy tylko podpisać. Poza tym serwują kawę i pączki, i różne pyszności. Mnie dali tylko kupę papieru i cieknący długopis. Nie szarpnęli się nawet na dietetyczną colę.
To jeszcze jeden dowód na to, że telewizja kłamie.
Chcecie oświadczenia? Dobra, oto moje oświadczenie.
To wszystko przez Ruth.
Naprawdę. Zaczęło się od tego popołudnia w kafeterii, w kolejce po hamburgery, kiedy Jeff Day powiedział Ruth, że jest taka gruba, że będą musieli ją pochować w pudle fortepianu, tak jak Elvisa.
To kompletna bzdura, bo – o ile mi wiadomo – Elvisa nie pochowano w pudle fortepianu. Owszem, był okropnie gruby, kiedy umarł, ale jestem pewna, że Priscilla Presley mogła sobie pozwolić na lepszą trumnę dla Króla niż fortepian.
A po drugie, co właściwie Jeff Day sobie wyobraża? Że będzie bezkarnie wygadywał takie rzeczy o mojej najlepszej przyjaciółce?
No więc zrobiłam to, co zrobiłaby każda najlepsza przyjaciółka w takich okolicznościach. Wyszłam z kolejki i dołożyłam mu pięścią.
Nie myślcie sobie, że Jeff Day nie zasługuje na to, żeby obrywać pięścią, i to regularnie. To skończony dupek.
I wcale nieprawda, że dostał za mocno. No, owszem, zachwiał się i poleciał w pojemniki z przyprawami. No i co? Nie skaleczył się. Nawet nie dostał po gębie. Zobaczył moją pięść i uchylił się w ostatniej chwili, więc zamiast rąbnąć go w nos, jak zamierzałam, trafiłam go ostatecznie w szyję.
Mocno wątpię, czy zrobił mu się od tego siniak.
Ale, jasna sprawa, chwilę później na moim ramieniu wylądowała wielka, mięsista łapa i trener Albright odwrócił mnie twarzą do siebie. Okazało się, że stał w kolejce za mną i Ruth po talerz karbowanych frytek. Wszystko widział…
Z wyjątkiem tego momentu, kiedy Jeff mówi Ruth, że będą ją musieli pochować w pudle fortepianu. Tego akurat nie widział. Ale jak grzmotnęłam gwiazdę jego drużyny piłkarskiej pięścią w szyję, to oczywiście musiał zobaczyć.
– Idziemy, młoda damo – powiedział trener Albright.
Wyprowadził mnie z kafeterii i zabrał na górę, tam gdzie są gabinety pedagogów.
Mój pedagog, pan Goodhart, siedział za biurkiem, pożywiając się zawartością brązowej, papierowej torby. Ale nie ma co się nad nim użalać; na tej brązowej, papierowej torbie były złote łuki. Zapach frytek czuło się na korytarzu. Nie zauważyłam, żeby pan Goodhart przez ostatnie dwa lata, odkąd przychodzę do jego gabinetu, przejął się choć przez chwilę dawką nasyconego tłuszczu, jaką pochłania dziennie. Powiada, że ma szczęście, bo jego metabolizm z natury jest bardzo wysoki.
Podniósł głowę i uśmiechnął się, kiedy trener Albright powiedział „Goodhart” tym swoim głosem, od którego przechodzą ciarki.
– O, Frank – odezwał się. – I Jessica! Co za miła niespodzianka! Frytkę?
Wyciągnął w naszą stronę wiadro frytek. Pan Goodhart nie oszczędzał na posiłkach.
– Dzięki – powiedziałam i wzięłam parę.
Trener Albright nie wziął ani jednej.
– Ta dziewczyna uderzyła pięścią w szyję mojego najlepszego obrońcę – oznajmił.
Pan Goodhart spojrzał na mnie z dezaprobatą.
– Jessico – powiedział. – Czy to prawda?
– Chciałam dać mu po twarzy, ale się uchylił – wyjaśniłam.
Pan Goodhart potrząsnął głową.
– Jessico, rozmawialiśmy już na ten temat.
– Wiem – westchnęłam. Według pana Goodharta nie radzę sobie z uczuciem gniewu. – To nie moja wina. Ten gość naprawdę jest skończonym dupkiem.
To chyba nie było dokładnie to, co trener Albright i pan Goodhart spodziewali się usłyszeć. Pan Goodhart tylko przewrócił oczami, ale trener Albright wyglądał jak ktoś, kto za chwilę dostanie zawału.
– W porządku – pan Goodhart zareagował natychmiast, usiłując, jak sądzę, podtrzymać u trenera zamierającą akcję serca. – Dobrze. Siadaj, Jessico. Dziękuję, Frank. Zajmę się tym.
Trener Albright nie ruszał się jednak z miejsca, nawet kiedy usiadłam przy oknie na moim ulubionym, winylowym krześle w kolorze pomarańczowym. Grube, serdelkowate palce zwinął w pięści, zupełnie jak rozzłoszczone dziecko. Zrobił się czerwony na twarzy, a na środku czoła pulsowała mu drobna żyłka.
– Zraniła go w szyję – powiedział trener Albright.
Pan Goodhart mrugnął do niego okiem. Powiedział uspokajającym tonem, jakby trener Albright był bombą, którą trzeba rozbroić:
– Szyja musi go okropnie boleć. Wcale nie wątpię, że młoda kobieta o wzroście metr pięćdziesiąt może dotkliwie pobić obrońcę, który ma ponad metr osiemdziesiąt i waży dziewięćdziesiąt kilo.
– Taak – potwierdził trener Albright. Trener Albright jest odporny na sarkazm. – Chłopak nie może mi się rozkleić.
– To na pewno było dla niego bardzo traumatyczne przeżycie – powiedział pan Goodhart. – Proszę, nie martw się o Jessicę. Odpokutuje swój czyn w sposób adekwatny.
Trener Albright prawdopodobnie nie rozumiał znaczenia takich słów, jak „traumatyczne” czy „adekwatny”, bo powiedział tylko:
– Nie chcę, żeby się czepiała moich chłopaków! Trzymaj ją z daleka od nich!
Pan Goodhart odłożył hamburgera, wstał i podszedł do drzwi. Położył dłoń na ramieniu trenera, mówiąc:
– Zajmę się tym, Frank.
Potem wypchnął łagodnie trenera Albrighta do holu i zamknął drzwi.
– Uff – powiedział, kiedy zostaliśmy sami, a potem usiadł, zabierając się ponownie do jedzenia. – No więc – odezwał się, żując. W kąciku jego ust pojawił się ketchup. – I co z naszym postanowieniem, żeby nie wdawać się w bójki z ludźmi, którzy nas przewyższają wzrostem i masą?
Gapiłam się na ketchup.
– To nie ja zaczęłam – stwierdziłam. – To Jeff.
– O co chodziło tym razem? – pan Goodhart znowu podał mi frytki. – O twojego brata?
– Nie – zaprzeczyłam. Wzięłam dwie frytki i włożyłam je do ust. – O Ruth. (…)